Słowianie i Arabowie – słowiańscy niewolnicy w średniowiecznych krajach muzułmańskich

 

Historia relacji Słowian i Arabów we wczesnym średniowieczu jest fascynująca i wbrew pozorom wielowątkowa. jej poznanie pomaga zrozumieć skąd tyle zapisów źródłowych o wierzeniach Słowian znamy dzięki wyznawcom proroka. Stąd też pomysł zrobienia materiału przybliżającego dramatyczne dzieje słowiańskich niewolników w krajach muzułmańskich wczesnego średniowiecza.

 

Słowianie i Arabowie - słowiańscy niewolnicy w średniowiecznych krajach muzułmańskich

by Michał Kuźniar | Słowiańskie Demony

 

Spróbujcie uruchomić waszą wyobraźnię. Jesteście nad Morzem Śródziemnym, konkretnie na Sardynii, roku pańskiego 1015. Lazurowe morze, ciepły piasek pod waszymi stopami, właśnie skończyliście paść wasze kozy i relaksujecie się w promieniach zachodzącego słońca. Idylla. Spokój, cisza, żadnej zimy czy innej pandemii… Jest tylko jeden problem. Malutki, drobiazg właściwie. Do wybrzeży waszej wyspy zbliża się właśnie muzułmańska flota w sile 120 okrętów po brzegi wypełniona berberskimi najemnikami gotowymi spalić wasze domy, zgwałcić kobiety i kozy, was zabić (po wyszukanych torturach) a lider floty muzułmańskiej ogłosi się nowym panem waszej wyspy.

Może tutaj powstać pewien dysonans, ale jesteście na pewno w stanie przyzwyczaić się do nowej sytuacji, w której zajmujecie miejsce ludności drugiej kategorii, a z rana budzi was jęk muezzina zamiast dzwonów kościelnych. Jest jednak pewien szkopuł, który może powiększać wasze zmieszanie. Lider muzułmańskiej floty, która właśnie pali wasze miasto ma jasną cerę, błękitne oczy i bardzo jasne włosy.

Mujahid Jusuf al-Amir, bo tak nazywał się muzułmański Bicz Boży jaki spadł na brzegi Sardynii w 1015 oraz ponownie w rok później, był oddanym wyznawcą proroka oraz władcą Denii, małego królestwa w płd. zach. Hiszpanii. Był także wyzwoleńcem, islamskim neofitą, byłym niewolnikiem oraz Słowianinem o którego kraju pochodzenia nie wiemy nic pewnego, poza tym, że leżał gdzieś między Połabiem a Rusią.

Urodził się już w niewoli, dziecko słowiańskiej, chrześcijańskiej niewolnicy uprowadzonej podczas jednego z licznych lokalnych konfliktów targających Europę środkową w wieku żelaza jakim było X stulecie. Stulecie, w którym na Słowiańszczyźnie rodzą się państwa, które z przerwami i pewnymi perturbacjami po drodze przetrwają setki lat, takie jak Polska, Czechy. Ojca nie znamy, mógł nim być jednak jakiś muzułmanin.

Państwa takie jak Polska Piastów, Ruś Rurykowiczów czy Czechy Przemyślidów nie rodziły się jako efekt łagodnej dyplomacji i samostanowienia narodów. Nie były w ogóle państwami narodowymi w takim sensie, w jakim rozumiemy to dzisiaj. Władysław Duczko uważa, że były niczym rodzinna firma, miały własną administrację, siły zbrojne, prawa oraz dzikich do wykorzystywania. Działały niczym europejskie kompanie handlowe czasów nowożytnych.

Rozwój tych wczesnych państw był napędzany przemocą, trybutami, grabieżą sąsiadów i nieustanną wojną. Gospodarka wczesnego średniowiecza była oparta głównie na rabunku i trybutach, które dawały wpływy pozwalające na utrzymanie własnej drużyny i paru grodów. Z czasem stan posiadania mógł się powiększyć, kolejne podbite plemiona, zrabowane skarby, niewolnicy złapani gdzieś u sąsiadów, a następnie sprzedani arabskim kupcom. Wszystko to zapewniało dopływ brzęczącej monety, tak potrzebnej ekspansywnym kniaziom w realizacji ich snów o potędze ich rodu. Rodu, nie narodu, ponieważ musimy pamiętać, że przedsięwzięcie budowy państwa miało charakter prywatny, napędzany przez interesy jednej, dominującej rodziny oraz jej popleczników.

Młode, agresywne państwa Rurykowiczów, Piastów bądź Przemyślidów potrzebowały stałych dostaw srebra, aby utrzymać swoje drużyny. We wczesnym średniowieczu najlepsze zaopatrzenie w ten kruszec mogli zaoferować arabscy kupcy poszukujący pożądanych towarów w tej części Europy. Warto zaznaczyć, że niewolnicy nie byli jedynym towarem eksportowym naszego regionu, poza nimi handlowano również miodem, woskiem i przede wszystkim rzadkimi futrami zwierząt niespotykanych na Bliskim Wschodzie. Twierdzenie że państwa Piastów czy Przemyślidów zbudowano głównie na handlu niewolnikami jest niepotwierdzoną teorią. Należy jednak brać pod uwagę, że niewolnicy obok futer soboli, kun i lisów (szczególnie srebrnych lisów, zwanych przez Arabów czarnymi) byli „towarem” dającym największy zwrot z inwestycji. Poza tym nie wymagali masowego transportu, gdyż sami maszerowali, przynajmniej dopóki mieli siły. O wpływie krajów muzułmańskich na rozwój Europy, nie tylko Wschodniej wspominało wielu badaczy, a historyk Henri Pirenne zauważył nawet, że “bez Mahometa nie byłoby Karola Wielkiego”. Belgijski badacz zwracał uwagę, że gwałtowna ekspansja muzułmanów odcięła zachodnią Europę od szalenie istotnego dla niej handlu z Afryką Północną i Bliskim Wschodem czego przykładem był chociażby zanik występowania papirusu w Europie od VII wieku, to jest stulecia w którym Arabowie zajęli dawne rzymskie tereny na południowych i wschodnich krańcach Morza Śródziemnego. To geopolityczne trzęsienie z początku poważnie osłabiło Europę, ale na dłuższą metę przyczyniło się do wypracowania niezależności gospodarczej, uruchomiło kreatywność i produkcję na jej terenach. Polski mediewista Henryk Samsonowicz rozwinął myśl Pirennego, według niego “bez Mahometa nie byłoby Ruryka w Rosji, ale i Mieszka w Polsce, Gorma w Danii czy Wacława w Czechach”. Powstanie kalifatu niekiedy uważa się za lepszą cezurę pomiędzy starożytnością a średniowieczem aniżeli oficjalnie przyjęte obalenie jego ostatniego marionetkowego władcy, zwanego pieszczotliwie Romulusem Augustulusem, czyli auguścikiem ze względu na młody wiek i ogólną nieszkodliwość. Zmiany geopolityczne w basenie Morza Śródziemnego, tak katastrofalne dla Bizancjum tracącego ponad połowę terytorium i ponad ⅔ wpływów podatkowych były szansą dla regionów dotychczas zaściankowych jak Ruś, Skandynawia czy szeroko pojęta Słowiańszczyzna.

Masowy napływ srebra na terenach Wielkopolski i Pomorza w IX i X wieku często tłumaczy się podłączeniem Piastów pod intratny handel niewolnikami oraz towarami leśnymi (szczególnie futra). Jak wiele innych teorii dotyczących wczesnego średniowiecza ta opiera się głównie na licznych i silnych poszlakach. Nie znaleziono jeszcze faktur ani paragonów.

Profesor Urbańczyk sugeruje, że Piastowie eksportowali niewolników głównie z terenów podbijanych przez siebie ziem stanowiących następnie ich państwo oraz z wypraw wojennych na sąsiadów – Czechów, Prusów, Pomorzan, Rusów i Cesarstwa Niemieckiego. Niewolników mogli następnie eksportować poprzez porty nadbałtyckie korzystając z pośrednictwa Skandynawów lub sprzedawać je na największych w tej części Europy targach w Pradze i Magdeburgu. Nie bez powodu żydowski kupiec, podróżnik i najprawdopodobniej szpieg w służbie kalifa kordobańskiego Hakama II o imieniu Ibrahim ibn-Yakub podczas swoich podróży odwiedził właśnie te dwa miasta. Swoją droga dzięki jego relacjom, będącym najprawdopodobniej średniowieczną formą działalności wywiadowczej dysponujemy pierwszymi relacjami o państwie Mieszka I.

Wyżej wymienione miasta łączyły się z przecinającym kontynent szlakiem handlowym ciągnącym się od iberyjskiej Andaluzji (Kordoba), przez dzisiejszą Francję (targ w Verdun), niemiecki Magdeburg, czeską Pragę, następnie Kijów. Z Kijowa futra i niewolników eksportowano Dnieprem nad Morze Czarne skąd mogli popłynąć bezpośrednio na targi w Konstantynopolu. W tym samym czasie niewolnicy pojmani w bezkresach dzisiejszej Rosji byli spławiani największymi rzekami, szczególnie Wołgą zwaną w źródłach arabskich Słowiańską Rzeką, którą można było dopłynąć do Morza Chazarskiego jak zwano niegdyś Morze Kaspijskie. Na jego brzegach znajdowały się państwa muzułmańskie jak kalifat Abbasydów bądź północnoirański Chorezm. Zdecydowana większość niewolników w Chorezmie pochodziła ze słowiańskich krajów wschodniej Europy o czym donoszą arabscy geografowie al-Istachri oraz al-Muqaddasi.

W IX wieku istniał krótszy szlak, prowadzący z Pragi do Wenecji, lub Dunajem nad Morze Czarne. Liczne wojny i najazdy szczególnie koczowniczych Madziarów przerwały jednak to połączenie, zmuszając kupców do korzystania z dłuższych szlaków lądowych.

Dlaczego Arabowie byli tak szczególnie zainteresowani pozyskiwaniem słowiańskich niewolników? Było w nich coś szczególnego? Dlaczego w ogóle zależało im tak bardzo na niewolnikach? Otóż świat arabski w X w. jak zauważył to Paweł Jasienica / (Polska Piastów) był najwyższym punktem odniesienia dla wszystkich pozostałych krajów Europy, tuż za nim plasowało się Bizancjum, potem długo, długo nic i mieliśmy Europę zachodnią, a po niej całą resztę, Skandynawię, Europę Wschodnią… W X w. miała miejsce islamska rewolucja agrarna, która zaowocowała niesamowitym rozwojem gospodarczym w krajach muzułmańskich. Rozwój wymaga rąk do pracy, a tych na Bliskim Wschodzie, Hiszpanii i w Afryce Północnej brakowało prawie zawsze. Ciężka praca na roli do tego w śródziemnomorskim upale nie była czymś, co szczególnie interesowało wyznawców religii proroka zainteresowanych raczej dalszą ekspansją militarną. Potrzebowali do tego niewolników, a najbogatszym rezerwuarem tego towaru były puszcze Europy Środkowej i Wschodniej. W języku arabskim Słowian i ogólnie mieszkańców środkowej i wschodniej Europy zwano Saqaliba, co szybko stało się również synonimem na określenie niewolników, nie tylko z krajów słowiańskich. Pojedynczy Słowianin byłby najczęściej określany jako Saqlab bądź Saqlabi.

Apogeum napływu niewolników słowiańskich do krajów islamskich był okres od IX do początku XI stulecia, kiedy to arabski poeta al-Husayni wspomina o słowiańskiej szarańczy zalewającej ulice Bagdadu. Słowian z Europy Wschodniej sprzedawano głównie na Bliski Wschód, gdzie wkrótce stworzyli liczną i w pewnym okresie nawet wpływową mniejszość w samym Bagdadzie. Dziejopis al-Faqih przekazuje, że mianem „słowiański” nazwano nawet jeden z gatunków winogron spożywanych w stolicy kalifów. Najprawdopodobniej nazwa wzięła swoją genezę od płowej barwy owoców, przypominających jasne włosy Słowian, tak wyjątkowe na Bliskim Wschodzie.

Mniejszość słowiańska opanowała w pewnym momencie nawet dwór kalifa. Arabski historyk Ibn As-Sagir twierdzi, że sam kalif al.-Musta’in rządzący w drugiej połowie IX wieku był dzieckiem abbasydzkiego księcia krwi Muhammada oraz słowiańskiej niewolnicy o imieniu Muhariq. Imię jej brzmi obco dla naszych, europejskich uszu, możliwe że jest zniekształconą w arabskim wersją jej rodzimego imienia bądź też kobieta zwyczajnie przyjęła islam, a wraz z nim nowe imię. Sama miała być rzekomo Słowianką pojmaną do niewoli na Sycylii, na której w tamtym okresie bałkańskich Słowian można było spotkać stosunkowo łatwo gdyż licznie służyli w armiach cesarstwa bizantyjskiego sprawującego wówczas kontrolę nad tą wyspą.

Z naszym pół-słowiańskim kalifem al.-Musta’inem wiąże się ciekawa dworska intryga. Kalif był na tyle młody, że faktyczne rządy w jego imieniu sprawowała matka Muhariq, która wbrew swemu pochodzeniu wolała otaczać się wpływowymi tureckimi generałami, zamiast rodakami. Zawiedzeni w swoich nadziejach Słowianie, którzy mogli być zarówno członkami gwardii kalifa jak też urzędnikami administracji bagdadzkiej zwrócili swój wzrok na alternatywę. Dołączyli do spisku, który wyniósł na tron przyrodniego brata urzędującego kalifa, al.-Mu‘tazza. Młodzieniec był jednym z pretendentów do tronu co wpędziło go do więzienia, był wnukiem jednego z poprzednich kalifów, podobnie jak al.-Musta’in. Spisek Słowian oraz innych wyzwoleńców powiódł się i na bagdadzkim tronie nastąpiła wyczekiwana przez nich zmiana. O frakcji słowiańskiej nie słyszymy już ani razu, więc najprawdopodobniej jej członkowie byli zbyt słabi, aby odegrać istotniejszą rolę na dworze kalifatu. Nowy kalif również nie miał zamiaru opierać się na Słowianach, zamiast tego wolał zatrudniać Arabów syryjskich, Jemeńczyków i Egipcjan, dla przeciwwagi wobec wszechwładnych Turków wspierających poprzednika.

W zachodnim basenie morza śródziemnego Słowianie w pewnym momencie urośli w znaczną siłę na dworze innego arabskiego państewka. Nukur było małym emiratem leżącym pomiędzy dzisiejszą Algierią a Marokiem. Zanim przejdę dalej może wytłumaczę różnicę pomiędzy emiratem, sułtanatem a kalifatem. Emirat jest muzułmańskim odpowiednikiem europejskiego księstwa. Sułtanat to nieco wyższa liga, odpowiednik europejskiego królestwa. Kalifat będzie odpowiednikiem europejskich cesarstw takich jak Bizancjum lub Cesarstwo Franków.

Emir Nukur zatrudniał na swoim dworze cudzoziemskich niewolników i wyzwoleńców w charakterze gwardii przybocznej, czym nie odbiegał od zwyczajów swojej epoki oraz poprzedników. Cesarze rzymscy jak wiemy lubili otaczać się gwardią złożoną z Germanów, prym wiódł w tym Kaligula, który poniósł śmierć w momencie gdy oddalił się z cyrku do pałacu samotnie, bez gwardzistów. W średniowiecznym Konstantynopolu znajdziemy słynną gwardię wareską, powołaną przez cesarza Bazylego II, który pragnął uniezależnić się od gwardii złożonej z rodaków, podatnych na przekupstwa i wpływy polityczne.

Arabscy emirowie Nukur również kierowali się tym samym tokiem rozumowania. Wyzwoleńcy zawdzięczali emirowi wszystko co mieli. Ich wygląd zewnętrzny i język, lub obco brzmiący akcent o ile opanowali arabski odróżniał ich od miejscowych. Nigdy nie mogli liczyć na uzyskanie pełni praw z miejscowymi, więc kurczowo trzymali się swoich patronów. W przypadku Nukuru doszło jednak do nieporozumienia i gwardia zbuntowała się przeciwko emirowi. Gwardziści korzystając z trudnej sytuacji politycznej w jakiej znalazł się emirat zaszantażowali władcę obiecując poparcie w zamian za formalne wyzwolenie. Emir nie wyraził zgody a cała sytuacja zakończyła się rebelią i rozlewem krwi. Słowianie mimo poparcia wyrażonego przez część dynastii panującej przegrali walne starcie z armią emira. Nie poddali się jednak, wycofali się w głąb kraju, gdzie w niedostępnych górach założyli warowną osadę zwaną Qarjat as-Saqaliba co możemy przetłumaczyć jako wieś Słowian.

Bardzo istotna była rola jaką Słowianie odegrali na dworach emiratu a później kalifatu kordobańskiego, gdzie również mieszali się do pałacowych intryg. Słowianami w charakterze urzędników i wojskowych otaczali się kalifowie Abd ar-Rahman oraz Hakam II. Po śmierci tego drugiego pałacowi Saqaliba postanowili zatrzymać władzę w swoich rękach nie informując otoczenia o śmierci kalifa. Spiskiem dowodziło dwóch słowiańskich eunuchów pełniących funkcje wielkiego szatnego oraz wielkiego sokolnika zmarłego kalifa. Wspierały ich w tym setki pałacowych eunuchów oraz gwardia kalifa, złożona w większości z ich rodaków. Sprawa się jednak rypła, podobnie jak miało to miejsce w świetnej komedii Janusza Kidawy z lat 80. gdzie góralska rodzina stara się ukryć śmierć stuletniej babci, aby nie stracić prawa do benefitów w postaci zegarka i dwóch tysięcy złotych przysługujących wiekowej kobiecie. Podobnie na dworze w Kordobie, chociaż w znacznie większej skali śmierć kalifa wyszła wreszcie na jaw. Kolejni władcy kalifatu uświadomili sobie niebezpieczeństwo jakie tkwiło w takim nagromadzeniu słowiańskich niewolników, urzędników i szczególnie żołnierzy gwardii w jednym miejscu i ograniczali ich liczbę, dywersyfikując urzędy etnicznie.

Większości słowiańskich jeńców nie była jednak pisana kariera wojskowa czy administracyjna, lecz ciężka praca fizyczna w polu bądź kastracja. Słowa kastrat, eunuch bądź bardziej archaiczny rzezaniec są używane jako synonimy, należy jednak pamiętać, że kastrat to mężczyzna któremu usunięto jedynie jądra, podczas gdy eunuch stracił jądra razem z prąciem. Usunięcie jąder w dorosłym wieku często nie powoduje zaniku popędu płciowego, pozbawia jednak możliwości zapłodnienia stąd kastraci byli często wykorzystywani jako męska służba w haremach władców. Pozbawieni szans na zostawienie potomstwa i rozpoczęcie własnej dynastii byli postrzegani jako godni zaufania administratorzy, czego dowodzą spektakularne kariery takich eunuchów jak Narzes, ormiański dowódca armii bizantyjskiego cesarza Justyniana, wsławiony podbojem gockiej Italii w VI wieku.

Słowiańscy rzezańcy byli w pewnym momencie tak popularni w świecie arabskim, że nawet arabsko-łacińskie słowniki z XII wieku tłumaczą termin kastracja lub rzezaniec jako saqlaba bądź Siqlab. Termin też jak już wspomnieliśmy oznaczał Słowian a od pewnego momentu ogólnie wszystkich niewolników. XI wieczny pisarz z Kordoby Ibn Hajjan nazywa rzezańców terminem Saqlab.

Najobszerniej o losach słowiańskich rzezańców wypowiadał się arabski pisarz z IX wieku, al-Gahiz, który dawał upust szczerej niechęci do tego etnosu. Sam był wyzwoleńcem, jego dziadek był czarnoskórym niewolnikiem, stąd często bardzo pochlebnie wypowiadał się o czarnych niewolnikach. Oto co al-Gahiz pisze o skastrowanych Słowianach, całość cytuję z fantastycznej publikacji jakim są Źródła arabskie do dziejów Słowiańszczyzny, tom pierwszy wydany przez Tadeusza Lewickiego:

„Kiedy spomiędzy dwóch braci słowiańskich, pochodzących od tejże matki i ojca, nawet gdyby jeden był bliźniakiem drugiego, skastruje się jednego [drugiego zaś nie], to rzezaniec stanie się lepszym w pracy, sprytniejszym, zręczniejszym i bardziej nadającym się do rozmaitych rodzajów służby i pracy ręcznej. Znajdziesz go również inteligentniejszym w rozmowie. (…) [Natomiast] jego brat [nieskastrowany] pozostanie przy swej wrodzonej niewiedzy i przy swej głupocie właściwej Słowianom; będzie on [też] źle rozumiał [każdy] cudzoziemski język. Ręka tego człowieka będzie niezgrabna i nie stanie się nigdy zdatną do roboty, ponieważ nie będzie jej wspierać wiedza. [Podobnie] i język [jego] nie będzie swobodny, ani też bardzo wymowny i nie będzie miał łatwości w doborze wyrazów…

Pierwszą rzeczą jaką sprawia kastracja u Słowianina jest powiększenie jego inteligencji, wysubtelnienie jego bystrości, wygładzenie jego charakteru i ożywienie rytmu jego duszy. Skoro nabierze już wiedzy, ruchy jego staną się posłuszne jego inteligencji, a siła jego proporcjonalna do jego możliwości.

Nie zaskoczy nas chyba wcale, fakt że Al-Gahiz ma bardzo niskie mniemanie o słowiańskich kobietach:

Co się tyczy słowiańskich kobiet i młodych chłopców, to nie ma żadnego sposobu na zmianę ich charakterów i przemienienia ich natury tak, aby [nabyła] przenikliwej bystrości, umiaru w ruchach i [zdolności] do pracy stałej i zgodnej z omówionym celem…

[Słowiańskie kobiety] przy stosunkach nie dają rozkoszy; nie są też sprawne w jakimkolwiek rzemiośle, ponieważ brak im zrozumienia w usługach i inteligencji w pracy ręcznej.”

Al-Gahiz skrupulatnie dodaje jeszcze na koniec swojego wywodu, że „Słowianie są bardziej skąpi niż Bizantyjczycy.” Trzeba jednak zauważyć, że ten pisarz był raczej odosobniony w swoim skrajnie negatywnym stosunku do Słowian. U innych dziejopisów zdarzają się pejoratywne określenia dla ludów słowiańskich, lecz często równoważą je pochwały ich przymiotów takich jak zręczność, odwaga czy sprawność fizyczna. Al-Gahiz zwraca jedynie uwagę, że jeden ze słowiańskich niewolników jego znajomego po kastracji znał się na gołębiach tak dobrze, że przerósł w tym nawet swego pana. Jest więc dla nas jakieś światełko w tunelu…

Nasz dziejopis bardzo wysoko ceni z kolei czarnych niewolników, których jego zdaniem nie należy kastrować, gdyż w przeciwieństwie do skastrowanych Słowian „kastracja odbiera im [ich zdolności], nie dając im [w zamian] niczego, umniejsza, a nie powiększa [ich umiejętności] i poniża ich w stosunku do ich [niekastrowanych] współplemieńców.”

Nie wszyscy muzułmańscy pisarze myśleli w ten właśnie sposób, poglądy przebiegały często po linii prywatnych uprzedzeń, dla przykładu ibn Faqih pisał o Zangach (tj. czarnych niewolnikach bardzo licznych we wczesnośredniowiecznym Iraku):

„łona ich kobiet psują płód przedtem zanim on dojrzeje, tak, że niemowlę rodzi się z włosami barwy pośredniej pomiędzy czarną a ciemną jak smoła i wydające smrodliwą woń. Włosy jego są skręcone na kształt ziarenek pieprzu; posiada też niedorozwinięty umysł i występne skłonności, jak to ma miejsce u Zangów, Abisyńczyków i u podobnych im ludów czarnych. Stanowią oni coś pośredniego pomiędzy rozczynionym ciastem, które zaczyna rosnąć, a upieczonym [chlebem] spalonym już na węgiel.”

Wszystkie wyżej wymienione cytaty pochodzą ze Źródeł arabskich do dziejów słowiańszczyzny, czterotomowej serii wydawanej w okresie PRLu, nigdy nie wznawianej, a obecnie będącej białym krukiem.

Kastracja jest zabiegiem, który nie obywa się bez komplikacji nawet dzisiaj, natomiast w średniowieczu często kończył się powikłaniami, zakażeniem i niechybnym zgonem kastrowanego mężczyzny lub chłopca. Stąd też cena rzezańców np. w Bizancjum była nawet czterokrotnie wyższa od niewolników nieokaleczonych tym zabiegiem. Właściciele niewolników wetowali sobie tym dużą śmiertelność pośród kastrowanych, można śmiało założyć, że większość poddanych usunięciu genitaliów bądź ich części szybko umierała. Śmiertelność była znacznie wyższa wśród młodszych rzezańców.

W punktach będących największymi rynkami niewolników często powstawały wyspecjalizowane w kastracji zakłady, które na terenie Hiszpanii prowadzili najczęściej Żydzi z Luceny. W Verdun, gdzie znajdował się obok Lyonu jeden z dwóch największych targów niewolników w królestwie Franków kastrowali głównie chrześcijanie o czym donosił w jednej ze swoich relacji Liutprand, biskup włoskiej Cremony. Według biskupa chrześcijańscy kupcy sami „fabrykowali” swoich rzezańców a następnie zawozili ich na targi do Hiszpanii. Dzięki swojej przedsiębiorczości oszczędzali na usługach żydowskich kastratorów, którzy z kolei zdominowali rynek w Lyonie. Udział żydowskich kupców zwanych radanitami w handlu niewolnikami w zachodnim basenie Morza Śródziemnego był znaczny, co podkreślają liczne źródła chrześcijańskie i arabskie.

Życie słowiańskich niewolników w kalifacie i emiratach nie zawsze było tak ponure jak mogłyby wskazywać fragmenty o rzezańcach. Wydaje się, że w wielu miejscach byli w stanie przez długi czas zachować swoje zwyczaje i żyć w grupach etnicznych. Stały dopływ nowych niewolników z ich rodzinnych krajów pozwalał im na zachowanie etnicznej tożsamości przez dłuższy czas. Kronikarz Ibn Wahszija dla przykładu pisze o nich: „Oglądałem Słowian, którzy nie bacząc na swą skrajną niewiedzę i oddalenie od wszelkiej nauki i mądrości, ustanowili zwyczaj palenia wszystkich swoich zmarłych, tak że nie pozostawiają ani króla, ani innego człowieka, bez palenia go po śmierci.” Ibn Wahszija nie podróżował poza granice krajów arabskich więc musiał zaobserwować podobne zwyczaje na obszarze kalifatu, możliwe że miało to miejsce w słowiańskich wioskach w Syrii, które zamieszkiwali przez jakiś czas uciekinierzy z cesarstwa bizantyjskiego. Dla pełniejszego obrazu warto dodać bowiem, że przynajmniej kilkakrotnie w historii całe słowiańskie wioski osiedlone w Azji Mniejszej przez bizantyjskich cesarzy przechodziły na stronę Arabów podczas częstych najazdów dokonywanych przez tych ostatnich. Po najeździe Słowianie uciekali razem z muzułmanami i osiedlali się po ich stronie granicy, gdzie otrzymywali ziemię z nadania kalifa liczącego na ich wierność i pomoc w obronie granicy przed odwetowymi atakami z Bizancjum.

Słowianie stanowili olbrzymią część niewolników zasilających targi Europy i basenu Morza Śródziemnego, ale nie byli jedynymi. Wspominałem już o czarnoskórych niewolnikach, tzw. Zangach. Byli oni tak liczni, że wywołali w drugiej połowie IX w. w Iraku poważną rebelię trwającą czternaście lat, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar. O niewolnikach innych nacji wspomina perski dyrektor poczty Abbasydów Ibn Huradadbhi mówiąc o rzezańcach oraz niewolnicach bizantyjskich, frankijskich, longobardzkich. Longobardowie byli germańskim plemieniem, które osiedliło się w VI wieku na terenie dzisiejszych północnych Włoch, to od nich wzięła swoją nazwę Lombardia. Nazwa plemienia oznacza po prostu „długobrodych”, a Longobardowie mieszali w tym rejonie przez ponad dwieście lat, zanim nie ulegli wojskom Karola Wielkiego.

Wielu niewolnych dzięki swoim talentom doczekiwało wyzwolenia, jak miało to miejsce choćby w przypadku tak niechętnego Słowianom al-Gahiza. Innym znanym wyzwoleńcem był słynny dyplomata i sekretarz Ahmad ibn-Fadlan, członek misji dyplomatycznej kalifa Abbasydów do władcy Bułgarów nadwołżańskich. Ibn-Fadlan był najprawdopodobniej bizantyjskim Grekiem. Pojmany za młodu bądź urodzony w niewoli jak Mujahid al-Amiri przyjął islam i doczekał się wyzwolenia. Zostawił po sobie bezcenną relację z tej niebezpiecznej podróży wraz z opisami ludów spotkanych po drodze. Postać ibn-Fadlana była pierwowzorem głównego protagonisty granego przez Antonio Banderasa w bardzo nieudanym filmie Trzynasty Wojownik.

Jak wielu niewolników wywieziono z naszej części świata we wczesnym średniowieczu? Nie jesteśmy w stanie określić tego z pełną dokładnością, chociaż pewną pomocą są dla nas spisy pogłowia niewolników prowadzone regularnie np. w kalifacie Kordoby, gdzie około 950 r. samych niewolników słowiańskich było 13 750. Jeżeli założyć, że w Czechach Przemyślidów mieszkało wtedy 500 000 ludzi, a w kraju Polan maksymalnie 1 000 000 w samej Kordobie żyła istotna słowiańska diaspora. Warto wziąć pod uwagę, że wielu niewolników ginęło w czasie obław bądź uciążliwego transportu z targów w Pradze, Wolinie czy Meklemburgii do dalekiej Hiszpanii. Stąd aby w Kordobie znalazło się 15 000 niewolników słowiańskich we wschodniej Europie ktoś musiał najpierw pojmać lub zabić w trakcie obław kilka razy tyle.

Czescy naukowcy starali się oszacować jak wielu niewolników mógł sprzedać ich książę Bolesław I Srogi w czasie swoich długich, 37 letnich rządów. Według Dusana Trestika, którego cytuje Dariusz Adamczyk w swojej książce Srebro i Władza, książę czeski był w stanie poprzez jeden z największych w ówczesnej Europie targ niewolników w Pradze eksportować około 1000 ludzi rocznie, co jest dość umiarkowanym szacunkiem, jeżeli wziąć pod uwagę, że każdy większy konflikt lub wyprawa wojenna przynosiły tysiące jeńców. Część z nich osiedlano naturalnie w miejscowościach spustoszonych poprzednio przez sąsiadów, również szukających niewolników, część jednak bez wątpienia sprzedawano, szczególnie na zachód, do kalifatu kordobańskiego. Jeńcy ci musieli pochodzić głównie z regionów ościennych rabowanych przez czeskich wojów, takich jak chociażby Śląsk, o który wkrótce Czesi mieli toczyć ciężkie walki z Piastami. Możliwe że obie strony traktowały Śląsk jako zagłębie niewolnicze, na którym wojowie Piastów i Przemyślidów polowały na ludzi niczym na zwierzęta.

W ten sposób z ojczyzną pożegnała się matka wspomnianego na początku Mujahida al-Amiriego, porwana w czasach gdy handel ludźmi w Europie był w szczytowym okresie. Co ciekawe kobieta utraciła wolność po raz drugi w 1016 roku, gdy wojska jej syna zostały wypędzone z Sardynii. W chaosie jaki nastąpił podczas odwrotu matka i syn Mujahida dostali się do niewoli koalicji italskich miast-państw dowodzonej przez Pizę i Genuę. O ile syna udało mu się wykupić po szesnastu latach, o tyle jego matka najprawdopodobniej dokończyła swój żywot wśród chrześcijańskich współwyznawców. Nie wiemy nic pewnego o jej losach.

Relacje kronikarzy dowodzą, że proceder handlu niewolnikami nie zniknął nawet po przyjęciu chrześcijaństwa. We wczesnym średniowieczu były przypadki czerpania zysków z procederu przez np. biskupów Magdeburga. Większość hierarchów kościoła otwarcie potępiała handel ludźmi jeżeli przedmiotem sprzedaży był chrześcijanin. Dla innowierców nie znajdowano tyle współczucia. Wśród oburzonych hierarchów był m.in. Wojciech – Adalbert, późniejszy święty, który również na tym tle mocno skłócił się z czeską dynastią panującą w osobie Bolesława II. Należy tutaj stanowczo podkreślić, że biskup Adalbert (Adalbert ponieważ takie było jego imię zakonne, zaś imię Wojciech otrzymał podczas urodzenia) był oburzony faktem sprzedawania chrześcijan w niewolę żydowskim kupcom. Nic nie wiadomo o jego stosunku wobec zniewalania pogan, prawdopodobnie było mu to obojętne. Według Galla Anonima jeszcze Bolesław Krzywousty reperował swój budżet sprzedając jeńców wojennych podobnie jak wcześniej jego ojciec Władysław Herman. Gall Anonim podaje również, że matka Bolesława Krzywoustego, Judyta z Bohemii z własnej kiesy wykupywała chrześcijańskich niewolników z rąk żydowskich kupców by dać im wolność. Krzywousty nie był wcale wyjątkiem, gdyż tak samo postępowali wszyscy jego sąsiedzi, chociaż proceder stopniowo zanikał wraz z rozwojem gospodarki opartej na osadach służebnych oraz skierowaniu wyzysku na własnych obywateli.

Warto zauważyć, że Żydzi nie zawsze byli handlarzami, czasem przypadał im status towaru. Pierwsza historyczna relacja dotycząca Żydów na ziemiach polskich spisana w XI w. przez mogunckiego rabina Jehudę ha-Kohena mówi właśnie o pojmanych pod Przemyślem dwóch żydowskich chłopcach. Uprowadzili ich bliżej niezidentyfikowani sprawcy a następnie sprzedali zagranicę. Jeden z nich zdołał po latach się uwolnić bądź wykupić a następnie opowiedzieć o swoich losach. Zdarzenie miało miejsce prawdopodobnie podczas okresu zamętu jaki spadł na państwo Piastów kilka lat po śmierci Bolesława Chrobrego.

Wraz z rozwojem chrześcijaństwa proceder stawał się coraz mniej poprawny politycznie, a gdy niemal wszystkie państwa regionu okrzepły najazdy i uprowadzanie tysięcy sąsiadów stało się ryzykowną grą, w której zysk był w najlepszym wypadku krótkoterminowy, sąsiad którego najechano zeszłym latem był w stanie odwdzięczyć się tym samym w kolejnym sezonie, a wczorajsi zwycięzcy byli dzisiejszymi pokonanymi. I znowu trzeba było szukać niewolników do zaludnienia spalonych wiosek…

Z kolei w krajach arabskich znaczenie Słowian zaczęło gwałtownie spadać już w XI wieku. Dopływ nowych niewolników z Europy spadał przez co lokalne mniejszości słowiańskie rozpływały się stopniowo w muzułmańskiej większości. Arabowie reprezentowali znacznie wyższy poziom zaawansowania kulturalnego i ogólnie cywilizacyjnego, a zrobienie jakiejkolwiek kariery przez niewiernego było praktycznie niewykonalne, więc przetrwanie odrębnych słowiańskich mniejszości było na dłuższą metę niemożliwe. Do największego znaczenia Słowianie dochodzili jak już wspomniałem na terenie Hiszpanii, ale liczne wzmianki o nich pochodzą również z Iraku, Egiptu, Sycylii oraz krajów Maghrebu, czyli północno-zachodniej Afryki (Maghrib w języku arabskim oznacza zachód). Byli wśród nich poeci, urzędnicy, korsarze, dowódcy gwardii przybocznych czy lokalni władcy małych księstewek powstałych po rozpadzie kalifatu Kordoby w XI wieku. Do dzisiaj pozostały jedynie wzmianki w kronikach i gdzieniegdzie naleciałości w nazwach lokalnych miejscowości jak w przypadku hiszpańskiego miasta Ceclavin, które pochodzi najprawdopodobniej od słowa Seqlabijn – „Słowianie”.

 

W przygotowaniu odcinka szczególnie pomocne były książki:

Źródła arabskie do dziejów Słowiańszczyzny – praca zbiorowa pod red. Tadeusza Lewickiego

Osadnictwo słowiańskie i niewolnicy słowiańscy w krajach muzułmańskich według średniowiecznych pisarzy arabskich – Tadeusz Lewicki

Zanim Polska została Polską – Przemysław Urbańczyk

Srebro i władza – Dariusz Adamczyk